Jest mi ogromnie miło, że jakoś trafiłeś na Leona. Jestem studentką kognitywistyki, pasjonatką książek i cappuccino. Może masz ochotę pozwiedzać Leona? Śmiało! Zapraszam! Z racji tego, że lubię zwiedzać blogosferę, proszę Cię o zostawienie linku do Twego zakątka internetu, o ile takowy posiadasz, w komentarzu :)

Vote for woman, czyli Sufrażystka



Argument w postaci rozbitej szyby to najcenniejszy dziś argument w polityce

Świat, w którym mężczyźni mają wszelkie prawa rodzicielskie i tylko oni decydują o przyszłości dzieci. Świat, w którym kobiety są poniżane i zamykane w więzieniach za to, że nie chcą milczeć. Świat, który jeszcze niedawno, jeszcze mniej niż sto lat temu żyły kobiety. Po Sufrażystkę sięgnęłam kierowana ciekawością i chęcią zobaczenia jak z tak trudnym i ważnym tematem poradzi sobie reżyserka Sarah Gavron. Muszę przyznać, że nie zawiodłam się, ale z drugiej strony zachwytów też nie doznałam, to dobra produkcja, która potrafi dać do myślenia.

Sufrażystka to niewątpliwie film dwóch bohaterów Maud Watts (Carey Mulligan) i twardego świata mężczyzn, który nie pozwoli łatwo dopuścić do decydowania kobiety. Oglądając tę produkcję, irytowałam się, nie mogłam zrozumieć, jak można być tak zatwardziałym, tak nieczułym i tak... zapatrzonym w siebie. Mężczyźni początków XX wieku przerażali mnie swoją postawą. Miałam wrażenie, że ówcześni dżentelmeni sprowadzali rolę kobiety do jakiegoś mebla, którego pozbycie się czy pobicie jest dopuszczalne. Przerażała mnie zmowa milczenia, nikt nie zwracał uwagi na wykorzystywanie w zakładzie pracy, na bicie kobiety przez męża, na to jak traktowane były sufrażystki w więzieniu... Przez cały film obserwujemy ewolucję Maud, która z kobiety raczej wygodnej, staje się bojowniczką o prawa kobiet, a wszystko dzieje się za sprawą przypadku, który w konsekwencji sprawia, że Maud właściwie traci wszystko, co kocha. Postać grana przez Carey Mulligan niewątpliwie ciągnie cały film i to na niej głównie skupia się fabuła, na niej i czasem szokujących działaniach sufrażystek i brutalnej policji. Kobiety zdecydowały się przestać prosić i błagać, zdały sobie sprawę, że to czynami mogą coś zdziałać. Gavron ich nie wybiela, pokazuje, co musiały robić, żeby oprócz obowiązków wobec prawa, mogły o nim decydować. Kobiety wybijały szyby, wysadzały skrzynki pocztowe a nawet domek letniskowy ministra, bo nie pozostawiono im wyboru... 

Zdjęcia, za które odpowiadał Eduard Grau nastrajały, idealnie oddawały klimat tamtej epoki, a bure wnętrza i stroje bohaterek jeszcze bardziej pozwalały wczuć się w atmosferę tamtych czasów. Na uwagę zasługuje kreacja Edith Ellyn, Helena Bonham Carter należy do grona moich ulubionych aktorek, jej głos, jej aparycja, sposób poruszania się, wszystko rzutowało na to jak odbierałam graną przez nią bohaterkę. Edith to pewna siebie i tego, co chce osiągnąć kobieta, która nie boi się konsekwencji swoich czynów. Meryl Streep pojawiła się w tej produkcji ledwie na chwilę, ale i tak jako przywódczyni sufrażystek odegrała dość istotną rolę. 

Sufrażystka nie była filmem, który pokazuje całość działań kobiet tamtego okresu, pokazywała jedynie urywek ich historii. Opowieść o Muad i jej współdziałaczkach miała otwarte zakończenie, ale czy było urwane, jak niektórzy z tego co wyczytałam uważają, nie dla mnie. To metafora, bo i kobiety jeszcze w niektórych krajach praw wyborczych nie posiadają, więc wciąż istnieje wiele do zrobienia, a historia sufrażystek jeszcze się nie skończyła. 

Niech Book będzie  Wami,
Matylda