Jest mi ogromnie miło, że jakoś trafiłeś na Leona. Jestem studentką kognitywistyki, pasjonatką książek i cappuccino. Może masz ochotę pozwiedzać Leona? Śmiało! Zapraszam! Z racji tego, że lubię zwiedzać blogosferę, proszę Cię o zostawienie linku do Twego zakątka internetu, o ile takowy posiadasz, w komentarzu :)


Muszę przyznać, że w tym miesiącu miałam niezły orzech do zgryzienia, było wiele okładek, które zapadły mi w pamięć, ale wreszcie zdołałam wybrać takie, które niezwykle cieszą moje oko.


Miejsce trzecie zajmuje nowe wydanie Harry'ego Pottera, te okładki mają w sobie niezwykle wiele uroku i nie mogłam się zdecydować, która z nich najbardziej mnie urzekła. Ostatecznie najbardziej spodobała mi się ta do Księcia Półkrwi. 







Drugie miejsce w zestawieniu sierpniowym należy się okładce do Zawód Wiedźma Olgi Gromyko, cóż, trochę komiksowa, ale mnie do gustu szczególnie ta ilustracja przypadła. 






Miejsce pierwsze w tym miesiącu pewnie ku zaskoczeniu wszystkich zajmuje okładka do Czasu Żelaza Angusa Watsona :D Lubię takie hm... brudne kolory, wojowników, obietnicę ostrej jatki na stronach powieści, stąd ten wybór. 












Niech Book będzie z Wami, 
Matylda

Co jest po śmierci? Niebo? Piekło? A może żadne z nich? Na te pytanie próbuje w stworzonym przez siebie anime odpowiedzieć Yuzuru Tachikawa, muszę przyznać, że robi to brawurowo. Od dawna żadna produkcja nie wzbudziła we mnie tylu emocji, co właśnie Death Parade, był strach, był smutek i złość, było wzruszenie i niedowierzanie, była feeria uczuć. Często japońskie animacje uchodzą za potworki, od których powinno się trzymać z daleka a ich fanów postrzega się jako dziwnych, niegroźnych szaleńców, Death Parade swoim klimatem i historią udowadnia, jak wielki błąd popełniają ci, którzy nie dają szansy produkcjom z Kraju Kwitnącej Wiśni. To anime nie jest obrazem dla młodszego widza, treści w nim zawarte mogą być dla niego nieprzyjemne. Zdarzają się w nim sceny, które nie należą do najmilszych, nieraz bywają brutalne i krwawe, ale czego się spodziewać po produkcji, która opowiada o śmierci? W której pojawiają się ujęcia ukazujące momenty tuż przed zgonem? 
Witajcie w barze Quindecim zarządzanym przez nieco ekscentrycznego barmana, który zamiast zaproponować Wam drinka, stawia Was pod ścianą - albo zagracie w jego grę, w której stawką jest Wasze życie, albo skończycie dość marnie... Sytuacja jest patowa, bar jest zamknięty na cztery spusty, nie ma wyboru, musicie spełnić warunki, inaczej nie opuścicie tego miejsca. Na domiar złego nie pamiętacie, kim jesteście, jak się tutaj znaleźliście, czy to jakiś ostry kac? O co w tym wszystkim chodzi? Trafiliście w ręce psychopatycznego mordercy? Cóż, Decim - upiorny barman - chociaż aparycją nie zachęca do bliższego poznania, to nie może zranić Waszych ciał, jesteście bowiem martwi, jest jednak pewne ale, to on zadecyduje o Waszym życiu... po życiu. Nie martwcie się jednak, sami grać nie będziecie, bowiem do gry potrzebne są dwie osoby zmarłe w tym samym momencie. 

Największym plusem tej produkcji jest jej umiejscowienie, pomysł stworzenia baru dla dusz, który pełni rolę czegoś na wzór Sądu Ostatecznego u katolików, niebywale mnie zauroczył. Barów podobnych do Quindecim jest całe mnóstwo, machina sądownicza w tym wydaniu musi bowiem działać jak w zegarku, wręcz mechanicznie, bo ludzkich dusz w ciągu minuty przybywa do świata umarłych 7000... To przytłaczająca liczba. Czy w takich warunkach sprawiedliwy osąd jest możliwy? Czy gra może pokazać ciemną stronę człowieka, czy będzie jedynie wyzwalać w nim negatywne emocje, które ostatecznie doprowadzą daną osobę do upadku? Co warunkuje, że ktoś prowadził dobre życie? A może arbitrzy oceniają jedynie człowieka po jego śmierci? Sędziowie niby mają dostęp do ludzkich wspomnień, ale i tak nie są w stanie na ich podstawie wydać wyroku... Nie są ludźmi, nie są bogami, czym więc są? Ich przeznaczeniem jest sądzenie dusz. 

Atutem tej produkcji jest jej przepiękna strona wizualna, byłam zauroczona pomieszczeniami i bohaterami - zwłaszcza mieszkańcy krainy umarłych do mnie trafili. Ich niesamowicie klimatyczne oczy, działały na moją wyobraźnie. Zresztą nie tylko one zostały dopracowane, anatomia postaci, ich mimika, ich wyrażanie emocji, to wszystko zostało zrealizowane z należytą pieczołowitością, dzięki temu otrzymaliśmy małe cacuszko. W tym miejscu należy chyba wspomnieć o postaciach, przewija się ich całkiem sporo, bo niemal w każdym z 12 odcinków pojawiają się nowi zmarli. Decim to arbiter zagadka, jego brak okazywania emocji, nieumiejętność zachowywania się w towarzystwie i nawiązywania kontaktów czynią z niego bohatera dość oschłego i tajemniczego. Jego asystentka jest jego zdecydowanym przeciwieństwem, kobieta reaguje emocjonalnie, jest uśmiechnięta i radosna. Lód i ogień, cóż, te zestawienie doskonale się sprawdziło, a zagadka, która kryje się za czarnowłosą dziewczyną u boku Decima była jednym z najlepszych wątków w anime. Noona, czyli szefowa barmanów przypomina swym wyglądem małą dziewczynkę, ale niech to Was nie zwiedzie! 

Czy anime robi się schematyczne? Wydawać by się mogło, że może się takie stać, bar, goście, gra i werdykt i tak w kółko... Fabuła Death Parade to nie tylko gama emocji, ale i wątków od dramatycznych, do miejscami komediowych a nawet poruszających i ciepłych. Śmierć przecież każdego dotyka, a każdy ma inną historię do opowiedzenia, inaczej postrzegał świat, inaczej się zachowuje... To wszystko sprawia, że niemal każdy odcinek Death Parade jest unikatowy. Kolejni goście i nowe wydarzenia wpływają na Decima, który za sprawą towarzystwa i słów uroczej asystentki zaczyna inaczej patrzeć na to co robi, powoli przechodzi przemianę, dokąd ona go doprowadzi?  

Madhouse Studios, czyli studio odpowiadające za ten tytuł i twórcy takich anime jak Casshern Sins, Claymore czy Death Note kolejny raz mnie nie zawiedli, dali mi ogromną dawkę treści do przemyślenia i całą masę rozrywki na wysokim poziomie. Nie mogę nie wspomnieć w tym poście o openingu do tego anime, który odróżnia się na tle całej produkcji wesołością... Skąd ona? A mówi Wam coś może sformułowanie... danse macabre, taniec śmierci? Tak? No to jesteśmy w domu! 
Z całego serca polecam Wam tę produkcję, 
Niech book będzie z Wami, 
Matylda

Antoni zawsze miał wrażenie, że jego wiek liczy się jak wiek psa. 

Tę książkę po raz pierwszy przeczytałam dwanaście lat temu... Trochę dawno, prawda? Na ówczesnej dziesięcioletniej Matyldzie powieść Jak zostałem głupcem? zrobiła ogromne wrażenie. Jak jest teraz? Nie była to nieudana przygoda, jednak pamiętałam tę historię o wiele lepiej, wydawała mi się naprawdę głęboką, teraz już nie jest tak pięknie, a dawne sympatię odrobinę przeminęły. 

Z pewnością głównym plusem książki jest to, że niebywale łatwo i przyjemnie się ją czyta, nie ma zbyt wielu dialogów, ale opisy skrojone są na idealną miarę. Są zabawne, zabarwione ironią i świetnie opisujące głównego bohatera, czyli Antoniego, który to własnie planuje zostać głupcem. Dlaczego decyduje się na taki krok? Cóż, jego inteligencja spędza mu sen z powiek. O wszystkim myśli, o dzieciach, które nie mają dzieciństwa, bo muszą pracować w fabrykach ubrań, o wycince drzew w Amazonii, o swojej powinności, o tym co by chciał robić. Antoni ciągle rozmyśla, nie ma chwili, by czegoś nie rozważał. Ma już dość życia w swoim hermetycznym świecie, do którego dopuszcza nielicznych. Głupota ma go oswobodzić. 

Mogłabym podzielić książkę na dwa etapy: przed głupotą i po głupocie, ten drugi zupełnie mnie nie przekonał, zgubił on pewną magię, którą kryła się w pierwszym... W początkowych fragmentach akcja trącała o groteskę: mieliśmy święcącego w nocy olbrzymiego przyjaciela Antoniego, mieliśmy szkołę dla samobójców, mieliśmy wreszcie mędrca alkoholika. Te wszystkie elementy sprawiły, że czytając Jak zostałem głupcem przyszedł mi na myśl Mały książę, który był podobnie zagubiony w świecie, co Antoni. W drugiej części wszystko nabrało dość ponurych barw i wyszło na jaw, że autor nie bardzo miał pomysł w jaki sposób poprowadzić historię, która niestety... stała się dość płytka. Samo zakończenie nie trafiło do mnie. Morał znalazł miejsce w tej opowieści, ale był jednym z tych banalniejszych, o których napisano już dziesiątki innych książek, pieniądze szczęścia nie dają. 

Jak więc oceniam przygodę z Antonim? W perspektywie czasu widzę, że nie była to tak refleksyjna powieść, jak wówczas mi się to wydawało, ale nie mogę napisać, że jest to książka niewarta uwagi. Mogę ją uznać za pewny motywator do działania, mi dał on niezłego kopa, by nad sobą popracować. Była to dla mnie sentymentalna podróż, która skończyła się delikatnym rozczarowaniem, ale nie takim, bym miała o niej jakoś dramatycznie zmienić zdanie, myślę bowiem, że osobom wchodzącym w wiek dojrzewania i młodszym może ta historia przypaść do gustu. Nie było fajerwerków, ale uśmiech kilkakrotnie wypełzł na moje usta. 

Niech Book będzie z Wami,
Matylda

Po moim blogu pewnie widzicie, że uwielbiam angielskie i amerykańskie produkcje. Władca Pierścieni? Batman? Przeminęło z wiatrem? O, tak! To coś dla mnie. Kiedy więc w moje ręce trafił magazyn English Matter Guide to movie - wydanie specjalne. Byłam wniebowzięta. Może ten numer nie jest szczegółową monografią historii filmu, ale dzięki niemu dowiedziałam się kilku interesujących kąsków. 

Na pierwszy ogień poszedł artykuł dotyczący nagród filmowych. Szczególne miejsce w nim zajął fragment o Nagrodzie Amerykańskiej Akademii filmowej, Oskarom. Dostaliśmy w nim sporą dawkę wiedzy na temat historii temu najważniejszemu na świecie wyróżnieniu w kinematografii. Kim był sławny Oskar? Od kiedy używa się tej nazwy? Artykuł wspomina również o zwycięzcach i wielkich przegranych Oskarów. Dalej mamy słów kilka o dresscodzie imprezy. Krótko, ale interesująco  zostały opisane kolejne sławne festiwale filmowe ten w Canes czy berlinie, BAFTA również się tutaj znalazła czy Złote Globy. Szczerze mówiąc, nie interesowałam się nimi aż tak, jak Oskarami, znam ich zwycięzców z mediów, ale nie słyszałam o samych imprezach zbyt wiele, więc byłam wdzięczna autorowi tekstu za poszerzenie mojej nikłej wiedzy. 

Moimi faworytami są natomiast teksty o filmowych ikonach płci pięknej i płci brzydkiej. Co ciekawe podzielone są one na lata, wiec znalazły się tam i sławy obecnej generacji, i lat ubiegłych, więc dane jest nam poczytać o tak wielkich aktorkach, jak Greta Garbo, Jean Harlow czy Audrey Hepburn. Znajdziecie u też informacje między innymi o zachwycających Angelinie Jole czy Maryl Streep. A, którzy pośród panów zostali napomknięcie na łamach magazynu? Nie sposób wymienić byłoby wszystkich, ale warto wspomnieć choćby o Rudolfie Valentino, czyli pierwszym bożyszczu tłumu, który porywał serca w latach 20.. Jest tu Marlon Brando. Zaskoczył mnie trochę pojawieniem się w zestawieniu Clint Eastwood, ale już George Clooney i Johnny Deep zasłużenie się tutaj znaleźli. Dzięki tym dwóm artykułom możecie zasięgnąć języka o początkach kariery sław kina i filmach, które przyniosły im rozgłos. 

Czym byłyby filmy bez reżyserów? W tym magazynie również im zadedykowano jeden z artykułów. Dziesięciu wspaniałych twórców filmowych. Mamy tutaj Woody Allena, jest .... A wszystko opatrzone krótką, ale zwięzłą notatką na temat ich dorobków i tego jakie filmy najczęściej wychodzą spod ich... kamer? ;) 

Są i filmowe gatunki, i przykłady produkcji, jest wreszcie tekst o niemych filmach i ich wielkich przedstawicielach, kto bowiem nie zna Charliego Chaplina? Są i produkcje, które wbiły się do zbiorowej świadomości i mogą uchodzić za kultowe. Nie chcę Wam zdradzać, co jeszcze znajdziecie w tym numerze specjalnym, ale moim zdaniem szczególnie na uwadze powinni go mieć kinomaniacy, którzy pragną poszerzyć swoje filmowe językowe zdolności, by móc swobodnie rozmawiać o pasji wraz z innymi użytkownikami angielskiego. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Colorfulmedia.

Niech Book będzie z Wami, 
Matylda


Postów mogłoby być już więcej, ale część z nich usunęłam – pozbyłam się TAGów i kilku treści, które uznałam, że nie pasują do mojej nowej koncepcji na Leona, mam nadzieje, że blog po renowacji i moim powrocie przypadł Wam do gustu. Muszę otwarcie przyznać, że odkąd zrobiłam sobie zapas tekstów, tworzenie bloga stało się jeszcze milszym zajęciem, nie martwię się, że będę musiała na siłę wymyślać jakieś treści czy tworzyć zapchaj dziurę. 

Przejdźmy do małych przyjemności, czyli postów, które moim zdaniem są zdecydowanie najlepszymi, czyli te nad którymi najwięcej czasu spędziłam: Baśnie, które strach się bać, Lekarstwo umysłu – książki, Rzecz gustu: Drugie życie książek bookart. A jakie posty Wam na Leonie najbardziej przypadły do gustu? 

W czasie tego roku na blogu pojawiło się prawie 300 obserwatorów, a fanpage Leona ma 200 fanów – ogromnie Wam dziękuję, dajecie mi niezwykłe wsparcie! W tym miejscu chcę również podziękować wszystkim osobom, z którymi miałam przyjemność wymienić się opiniami na temat danej lektury/treści posta/czegokolwiek, Wasze komentarze zawsze są dla mnie ogromną motywacją! 

Jest mi również niezmiernie miło, że trzy wydawnictwa zwróciły się do mnie o współpracę, Genius Creations,  In Rock/Vesper oraz Colorful Media, udało mi się również nawiązać współpracę z wydawnictwem Papierowy Księżyc - wszystko za sprawą ich postu na fp i informacji, że poszukują recenzentów... Cóż, inaczej bym się nie przemogła, by gdziekolwiek napisać :D  

Co teraz będzie się działo? Mam zamiar co jakiś czas wprowadzić odrobinę orientu na Leona, pojawią się posty dotyczące anime, stęskniłam się za azjatyckimi produkcjami, bo podczas trwania roku akademickiego mam mało czasu na te animacje, więc cóż... Wakacje stały się dla mnie nadrabianiem zaległości.


MAŁE SIERPNIOWE INFO: 

Informowałam Was już na blogu, że wyjeżdżam do pracy, do Niemiec, internet będę miała, ale nie wiem, jak będzie z czasem, więc posty będą publikowane, co trzy dni... Dlaczego tak? W roku akademickim zaczynam walkę z dwoma kierunkami, więc będę miała mało czasu na tworzenie jakiegokolwiek contentu na bloga, a nie wiem jak będzie z tworzeniem czegokolwiek na obczyźnie :D Czy w ogóle znajdę na to czas, więc cóż... Będzie mnie tu mniej, nie wiem czy dam radę odpisywać na Wasze komentarze. Częściej będziecie mogli dorwać mnie na fanpage'u Leona :) Klik.

Niech Book będzie z Wami, 
Matylda