Jest mi ogromnie miło, że jakoś trafiłeś na Leona. Jestem studentką kognitywistyki, pasjonatką książek i cappuccino. Może masz ochotę pozwiedzać Leona? Śmiało! Zapraszam! Z racji tego, że lubię zwiedzać blogosferę, proszę Cię o zostawienie linku do Twego zakątka internetu, o ile takowy posiadasz, w komentarzu :)

1. Zakazane życzenie Jessica Khoury
Opowiedziana na nowo baśń tysiąca i jednej nocy.

Ona jest potężnym dżinnem. On złodziejem z ulicy. Połączyła ich pradawna magia. Kiedy Aladyn odnajduje magiczną lampę, Zahra zostaje przywrócona światu, którego nie widziała od pięciuset lat. Ludzie i dżinny pozostają w stanie wojny, więc aby przetrwać, musi ukrywać swą tożsamość. Przybierając różne kształty, będzie trwać przy swoim nowym panu aż do czasu, kiedy ten wypowie swoje trzy życzenia. Wszystko się komplikuje, gdy Nardukha, potężny król dżinnów, oferuje Zahrze szansę całkowitego uwolnienia od magii lampy. Uratowanie siebie oznacza jednak zdradzenie Aladyna – człowieka, w którym Zahra… zakochała się wbrew sobie.

Teraz musi podjąć dramatyczną decyzję: wybrać między wolnością a uczuciem – zakazanym, lecz silniejszym niż wszystko, co znała do tej pory. Skrywane przez stulecia tajemnice, baśniowy świat skrzący magią, niebezpieczeństwo i miłość wbrew wszelkim zasadom.

Dlaczego chcę sięgnąć po tę powieść? Bo znowu dałam się złapać wielu, ale to naprawdę wielu poleceniom, a że ostatnio lubię klimaty Bliskiego Wschodu. Wiadomo, oglądam, jak jestem w domu, z babcią Wspaniałe Stulecie... I mam wielką ochotę na nowy wymiar jednej z opowieści spośród Baśni tysiąca i jednej nocy. 

2. Jestem Julią Halina Poświatowska
Desperackie pragnienie życia i tęsknota za utraconą miłością w jej najpiękniejszym wymiarze - tę intymną cząstkę siebie Halina Poświatowska pozostawia w każdym utworze. Wybitna, przedwcześnie zmarła poetka jak nikt inny potrafi skonfrontować w liryce nadzieję i lęk, życie i śmierć. Młodzieńcze uniesienia i zachwyty mieszają się z rozpaczliwymi próbami zatrzymania przy sobie kochanej osoby. Upragniona bliskość koi zmęczoną duszę, lecz nie zostaje na zawsze.

Halina Poświatowska za sprawą świadomości choroby od dzieciństwa żyła w cieniu własnego przeznaczenia. Próbując stawić mu czoło w swojej twórczości, czasem bywa drapieżna, kiedy indziej ukrywa rozpacz pod maską chłodnej ironii.

Jestem Julią to wybór najpiękniejszych wierszy Poświatowskiej o nienasyconym miłością sercu, którego tragedia nie zdołała złamać.

Dlaczego chcę sięgnąć po tę pozycję? Bo lubię poezję i na tym mogłabym skończyć... :> 

3. Piąta pora roku Nora K. Jemisin
Rozpoczął się czas końca.
Rozpoczął się wielką czerwoną wyrwą biegnącą przez środek kontynentu i plującą popiołem.
Rozpoczął się śmiercią syna i porwaniem córki.
Rozpoczął się zdradą i zaognieniem ran.
Oto Bezruch, przywykły do katastrof świat, gdzie mocą ziemi włada się jak bronią. I gdzie nie ma litości.

Essun, kobieta z pozoru zwyczajna, za nic ma nadchodzącą zagładę. Jej mąż właśnie jedno z ich dzieci zabił, a drugie uprowadził. Pogrążona w żałobie i rozdarta rozpaczą, przemierza dogorywający świat. Jest zdolna dokonać jeszcze większych zniszczeń, jeśli pomoże jej to odzyskać córkę.

Dlaczego chcę sięgnąć po tę powieść? Bo lubię wiedzieć, co doceniają czytelnicy na całym świecie oraz co ostatnio spodobało się w kapitułach konkursów na najlepsze fantastyczne powieści. Nagroda Hugo? Cóż, jestem ciekawa za co ta książka ją otrzymała :)

4. Straceńcy Ingar Johnsrud
Fredrik Beier przekroczył swój próg wytrzymałości. Rozwód, śmierć dziecka, nieudane śledztwo, które pociągnęło za sobą wiele ofiar. Budząc się w szpitalnym łóżku, Beier wie, że kilka pigułek więcej popitych alkoholem i byłby już tylko legendą norweskiej policji. Gdy udaje mu się wreszcie stanąć na nogi, jego partnerka Kafa Iqbal odkrywa cztery trupy w różnych dzielnicach Oslo. Na miejscu jednej ze zbrodni uwagę policjantki przykuwa zdjęcie dziewczynki podpisane Kalypso. Pojawiają się kolejne ofiary, a w ich mieszkaniach Iqbal i Beier znajdują taką samą fotografię. Co oznacza tajemniczy podpis? Ceną za odpowiedź na to pytanie może być niejedno życie...

Dlaczego chcę sięgnąć po tę powieść? Bo dawno nie czytałam żadnej pozycji z trupami w tle, a Straceńcy wydają się stworzeni, by poświęcić im czas. 


5. Ostatnia więź Brian Staveley 
Trzeci i ostatni tom KRONIKI NIECIOSANEGO TRONU, niesamowitej epickiej fantasy łączącej tempo działań elitarnej jednostki do zadań specjalnych ze szczyptą ducha zen.

Starożytni Csestriimowie powracają, aby dokończyć dzieła unicestwienia ludzkości. Armie maszerują na stolicę. Krwiopijcy, samotne istoty czerpiące swoje niezwykłe moce ze świata natury, angażują się u boku każdej z walczących stron, aby wpłynąć na wynik wojny. Kapryśni bogowie zaś pod ludzką postacią przemierzają ziemię w sobie tylko wiadomych celach.

W środku tego całego zamieszania trójka cesarskiego rodzeństwa – Valyn, Adare i Kaden – zaczyna rozumieć, że nawet jeśli zdołają przeżyć katastrofę swojego świata, to niekoniecznie uda im się pogodzić trzy własne - sprzeczne wizje przyszłości.

Dlaczego chcę sięgnąć po tę powieść? Bo czytałam dwie poprzednie części, które mnie pochłonęły i przypomniały mi miłość do starego, dobrego fantasy. Bo Staveley miesza i bawi się znanymi motywami, ale robi to w tak smaczny sposób, że od jego powieści nie idzie się oderwać! 

6. Dziecko Odyna Siri Pettersen 
Skandynawska fala ogarnia fantastykę

Powieść nagrodzona FABELPRISEN 2014

Pierwszy tom cyklu „Krucze pierścienie”. Oryginalnej sagi fantasy osadzonej na staronordyckim gruncie. Cykl ten ma szansę stać się dla literatury fantasy tym, czym dla kryminału stały się książki Larssona, Nesbo i Läckberg. Wyobraź sobie, że brakuje ci czegoś, co mają wszyscy inni. Czegoś, co stanowi dowód na to, że należysz do tego świata. Czegoś tak ważnego, że bez tego jesteś nikim. Jesteś zarazą. Mitem. Człekiem. Dzikus z Północy kaleczy nożem niemowlę, by ukryć, że dziewczynka urodziła się bez ogona. Gnijący członek Rady desperacko walczy o to, by wywołać wojnę. Ubóstwiany syn z arystokratycznego rodu wyrzeka się własnego dziedzictwa i godzi mieczem w swoich. Mieszkańcy opuszczają swoje domy i gospodarstwa ze strachu przed istotami, których nikt nie widział od tysiąca lat. A rudowłosa, bezogoniasta dziewczyna ucieka, by ratować życie, i nie wie, że to wszystko dzieje się z jej powodu.

Dlaczego chcę sięgnąć po tę powieść? Wszyscy ja zachwalają, wszyscy mówią, że jest warta uwagi, wszyscy są zadowoleni z lektury... Cóż, muszę sprawdzić, co kryje się za fenomenem tej powieści!

7. Diabolika S.J. Kincaid
Diaboliki nie znają litości.
Diaboliki są silne.
Ich przeznaczeniem jest zabijać w obronie człowieka, dla którego zostały wyhodowane.
Nic więcej się nie liczy.

Wyglądamy jak ludzie. Jesteśmy agresywni, zdolni do bezgranicznego okrucieństwa i absolutnej lojalności. Właśnie dlatego jesteśmy strażnikami zamożnych rodzin.

Służę córce senatora, Sydonii, którą traktuję jak siostrę. Zrobiłabym dla niej wszystko. Teraz, aby ją ochronić, muszę udawać, że nią jestem, zachowując w tajemnicy moje zdolności. Wśród bezwzględnych polityków walczących o władzę w imperium odkryłam w sobie cechę, której zawsze mi odmawiano – człowieczeństwo.

Mam na imię Nemezis i jestem diaboliką. Czy mogę zostać iskrą, która rozbłyśnie w mroku imperium?

Dlaczego chcę sięgnąć po tę powieść? Od czas do czasu trzeba sięgnąć po młodzieżówkę, nie? :D A tej jestem wyjątkowo ciekawa, bo, co jak co, ale daleka przyszłość? Humanoidy? Coś dla mnie!

8. Idealny Stan Brandon Sanderson
Bóg-Cesarz Kairominas jest panem wszystkiego, co go otacza. Pokonał wszystkich wrogów, zjednoczył cały świat pod swoimi rządami i opanował magię. Większość czasu zajmują mu potyczki z arcywrogiem, który wciąż próbuje najechać świat Kaia.

Dziś jednak jest inaczej. Dziś Kai musi się udać na randkę.

Zewnętrzne moce zmusiły go do spotkania z kimś, kto mu dorównuje – kobietą z innego świata, która osiągnęła równie wiele, co on. Co się stanie, kiedy najważniejszy mężczyzna na świecie zostanie zmuszony, by zjeść kolację z najważniejszą kobietą?

Dlaczego chcę sięgnąć po tę powieść? Sanderson i wszystko jasne, wiecie, że lubię jego twórczość, więc jestem ciekawa, co nam zaserwował tym razem w tej dość krótkiej historii. 


9.Sny o Jowiszu Anuradha Roy 
Nominowana do Nagrody Bookera powieść ukazująca prawdziwe oblicze współczesnych Indii.

Pociągiem z Kalkuty podróżuje ekscentryczna dziewczyna z kolorowymi nitkami we włosach oraz złotem i srebrem w uszach. Towarzyszą jej trzy matrony wybierające się w pierwszą w swoim życiu wspólną podróż. W Dżarmuli rozśpiewany herbaciarz Johnny Toppo zabawia swoich klientów, a przewodnik świątynny Badal, zakochany w młodzieńcu Raghu, stacza boje ze stryjem. Współczesne Indie kipią życiem, lecz za każdą z tych radosnych historii kryje się głęboko skrywana tajemnica.

Nomi ma siedem lat, gdy wybucha wojna. Dziewczynka traci swoją rodzinę i trafia do aśramy. Jednak również w miejscu objętym pieczą boga, nic nie jest w stanie ochronić ją przed krzywdzącą ręką człowieka. Teraz, jako dorosła kobieta, wraca do Indii, by zmierzyć się ze swoją przeszłością.

Sny o Jowiszu to poetycka podróż do kraju pełnego egzotycznych zapachów i barw, a zarazem wiarygodny portret indyjskiego społeczeństwa, ukazujący jego mroczne oblicze – pełne osobistych traum, hipokryzji i przemocy.

Dlaczego chcę sięgnąć po tę powieść? Indie? Biorę! Jestem ogromnie ciekawa tej orientalnej lektury, jeszcze nie miałam okazji czytać o Indiach. 

10. Konklawe Robert Harris
W Watykanie umiera propagujący ideę Kościoła ubogiego, znienawidzony przez Kurię papież. Misja przeprowadzenia konklawe przypada w udziale mającemu za sobą kryzys wiary dziekanowi kolegium kardynalskiego, kardynałowi Lomeliemu. Do wzięcia udziału w wyborach uprawnionych jest stu siedemnastu kardynałów, lecz tuż przed rozpoczęciem głosowań w Domu Świętej Marty pojawia się kolejny, nieznany nikomu kardynał Benitez z Filipin, którego zmarły papież podniósł do tej godności w tajemnicy przed watykańskimi urzędnikami.

Zamknięci we wnętrzu Kaplicy Sykstyńskiej elektorzy modlą się o to, by Duch Święty oświecił ich i pomógł dokonać właściwego wyboru, bardzo szybko jednak obok toczącego się od dziesięcioleci sporu tradycjonalistów i liberałów zaczynają się między nimi całkiem ziemskie intrygi i knowania. Lomeli musi rozstrzygnąć w swoim sumieniu, czy jako dziekan kolegium ma się ograniczać wyłącznie do spraw organizacyjnych, czy też spróbować wpłynąć na przebieg głosowania poprzez ujawnienie mrocznej przeszłości głównych pretendentów. Ostateczny wynik konklawe okaże się jednak i tak nie całkiem zgodny z jego intencjami.

Dlaczego chcę przeczytać tę powieść? Hm, bo lubię thrillery, a ten wydaje się mieć całkiem ciekawą otoczkę. 

Niech Boo będzie z Wami, 
Matylda


To, co myślisz o sobie, ma o wiele większe znaczenie niż to, co myślą o tobie inni!

Nie sięgam często po poradniki, uznaję, że są tam oczywistości, o których już doskonale wiem, a ja sama jestem w stanie wszystkie popełnianie błędy zauważać, jednak coś mnie podkusiło, by zapoznać się z Naucz się żyć - ten impuls pozwolił mi poznać książkę, która otworzyła mi oczy na wiele spraw. Bo szwedzkie małżeństwo nie pokusiło się, by lać wodę, na kartach poradnika nie znajdziecie nieprzemyślanych i rzuconych niepotrzebnie w eter treści, jest wręcz przeciwnie, Naucz się żyć przepełnione jest przykładami z życia Billmarków, sytuacjami, które dotknęły ich znajomych czy podopiecznych, ba! Billmarkowie powołują się na badania naukowe, ale również cytują autorytety - Buddę, Dalajlamę czy nawet Charliego Chaplina... Właśnie te z życia wzięte sceny i problemy najbardziej przekonały mnie do metod Billmarków, bo oni sami przechodzili przez problemy, o których piszą! Sami musieli znaleźć na nie rozwiązania, podpowiadają metody, z których sami korzystali walcząc ze stresem, z lękiem, z niską samooceną, ze słabościami. Ich szczerość i wzajemny szacunek wylewają się z kart książki, możemy dotrzeć ich walkę, by żyć chwilą i cieszyć się nią. 

W Naucz się żyć autorzy omawiają szereg problemów i myślę, że człowiek na każdym etapie życia znajdzie tu coś dla siebie. Billmarkowie nie faworyzują dorosłych czy ludzi w kwiecie wieku, kierują swoje słowa do osób, które chcą coś zmienić, bo przecież już sięgnięcie po Naucz się żyć jest tylko pierwszą cegiełką. W poradniku jest rozdział poświęcony wychowaniu dzieci i kształtowaniu w nich poczucia własnej wartości, jest o ego, jest o higienie snu, jest o zdrowiu, niepokoju, asertywności, planowaniu i organizacji czasu. Billmarkowie celnie dotykają niemal każdej strefy życia, jednak żadnego tematu nie traktują po macoszemu. Jeśli sięgnięcie po tę książkę, nie czytajcie jej od razu, poświęćcie jej czas - ja zastosowałam się do próśb z pierwszych stron poradnika, by każdy rozdział przemyśleć, robiłam notatki, w którym zapisywałam z czym mam problemy, a o czym Billmarkowie wspominali. Nie spieszcie się. Kusiło mnie, by pochłonąć Naucz się żyć w jeden wieczór, bo jest to świetnie napisana i wydana lektura, ale pozwoliłam, by rady Szwedów do mnie dotarły, by wbiły się w umysł, dzięki temu z większą świadomością samej siebie zamknęłam w końcu dzieło Billmarków. 

No, dobra, ale trochę konkretów może? Co takiego zmieniło się we mnie po przeczytaniu tej pozycji? Miałam problem, żeby zebrać się w sobie i zacząć w końcu ćwiczyć, Billmarkowie uświadomili mi (chociaż sama powoli dochodziłam do takich wniosków), że ruch jest bardzo istotnym elementem zdrowego życia, a ja pławiąc się w marazmie, tylko sobie szkodzę. Zawsze miałam z tym wielki problem, by w końcu się zabrać za codzienne ćwiczenia, nie są one nie wiadomo, jak wymagające, ale w końcu są! I to chyba jest najważniejsze! Wspominałam o rozdziale poświęconym lękom, ja jestem strasznie strachliwą osobą, boję się, że jeśli gdzieś pójdę, zostanę źle przyjęta, że mojej mamie, jadącej busem, może się coś stać, że może zaraz spaść na nas drzewo podczas burzy, ale wiecie, co? Billmarkowie pokazali mi, że nie mam na to wpływu, nie wiem, jakich spotkam ludzi na swojej drodze, a to jaka jestem już czyni mnie wartościową osobą, nie mogę też nic zaradzić na podróż mojej mamy, nie mogę też kazać wiatrowi przestać wiać. Nie powinnam przejmować się rzeczami, na które zwyczajnie nie mam najmniejszego wpływu... Przez mój strach przed nowym i nieznanym zamykam się na samą siebie. Nie jest to dobre. Nie jest to w zgodzie ze mną.

Naucz się żyć nie jest książką z oczywistymi rozwiązaniami, nie jest poradnikiem, który dyktuje warunki, jest raczej zbiorem wskazówek, które pozwolą nam, gdy je przeanalizujemy i wdrożymy w życie na własnych warunkach uporać się z problemami. Tytuł jest tego najlepszym przykładem, to Ty czy ja mamy nauczyć się żyć. W Szwecji cieszy się ono niezwykłą wręcz popularnością, o czym świadczą liczby: pół miliona sprzedanych egzemplarzy, siedemnaście wznowień i niezliczone listy, które otrzymali Billmarkowie od czytelników. Pamiętaj jednak: książka chociaż świetnie napisana jest tylko pierwszym krokiem na drodze do pogodzenia się z samym sobą. Mnie ułatwiła zadanie, może Tobie też? 

Autor: Mats i Susan Billmark
Wydawnictwo Otwarte
Oprawa: Miękka
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 264





Niech Book będzie z Wami, 
Matylda
Za książkę dziękuję wydawnictwu:



Kolejna historia na faktach na moim blogu i kolejna, która do łatwych nie należy. Późne lata dziewięćdziesiąte, Deborah Lipstad pisze książkę, w której ruga popleczników teorii o tym, że Holocaust nie istniał. Jest Żydówką, nauczycielką historii, nie boi się głosić prawdy. Jednak jednemu człowiekowi, samoukowi, Irvingowi nie podoba się to, jak go nazwała "poplecznik Hitlera", oskarża ją o zniesławienie. Sprawa nie jest tylko między historyczką, a rasistą, ale zmienia się w "czy można bezkarnie negować śmierć milionów ludzi?". 


Obrony Deborah podejmuje się znany z prowadzenia rozwodu księżnej Diany Anthonny Julius. Mimo że sprawa wydaje się oczywista, to nie należy jej lekceważyć. Irving jest człowiekiem obdarzonym złotymi ustami, potrafi znaleźć świetne kontrargumenty, by tylko utrzymać swoje tezy w mocy. Wielokrotnie wychodziłam z siebie, patrząc na to, co wyprawia Irving. Jego postać zbudowana jest mam wrażenie po to, by irytować widza... Ignorancja Irvinga działa na nerwy. 

Ale wiecie, co? Holocaust to nie tylko ginący w komorach gazowych żydzi, ale również przecież ginęli w nich przedstawiciele innych narodowości, innych wyznań, innych ras, jednak o tym w filmie nie usłyszymy. 

Cały film zbudowany jest na kontraście między wykładowczynią, a jej przeciwnikiem w sądzie, ta pierwsza jest żywiołowa, pełna pomysłów, oskarżyciel jest natomiast poważnym, statycznym człowiekiem. Dodatkowo dochodzi wątek angielskiego sądownictwa, które to przeważa przez większość filmu, to ono wychodzi na główny plan. Trochę szkoda, że Kłamstwo było tak jednostajne, nie było tam emocjonujących momentów, a przecież temat był do tego wręcz stworzony. Podobały mi się ujęcia w Auschwitz, były one jak najbardziej klimatyczne, a wręcz wzbudzające do refleksji. 

Jak najbardziej polecam tę produkcję, jest warta zobaczenia i zdania sobie sprawy, że nawet rzeczy oczywiste dla historii, ktoś próbuje podważać, a dramat milionów ludzi dla niego w ogóle nie istniał... Co by było jak by jednak naziści wygrali? Cóż, takich ludzi byłoby tysiące... 

Niech Book będzie z Wami, 
Matylda


Muszę przyznać, że chyba zaczynam coraz bardziej lubić elementy komiczne w powieściach fantasy... Wcześniej z pewnym oporem podchodziłam do tego typu książek, ale po lekturze Sztyletu Rodowego, Zawodu Wiedźmy, Spalić Wiedźmę i kilku książek od Terry'ego Pratchetta, staję się chyba powoli fanką tego typu fantastyki. Co prawda historia spod pióra Aleksandry Rudej nie porwała mnie tak jak powyższe książki, to mimo wszystko była naprawdę przednią zabawą. Ukrainka stworzyła gamę ciekawych postaci, z których nie sposób się nudzić, a których każdy dialog momentalnie unosił kąciki moich ust. 

Mila, Percival, Jeromir, Dranisz, Daezael i Tisa stworzyli przedstawienie godne najlepszej sesji RPG, miałam wrażenie, że właśnie do jednej z nich miałam okazję dołączyć. Cała zgraja wyrusza w podróż - są królewskimi posłańcami, którzy mają odwiedzić różne regiony kraju i sprawdzenie tam dokumentów podatkowych. Każdy z bohaterów pochodzi z innej warstwy społecznej, innej rasy i ma spełniać inną funkcję w grupie. Mila, człowiek i mag, zawsze chciała dołączyć do wojennych zmagań, ale gdy już była gotowa wyruszyć w bój, wojna dobiegła końca. Percival, tchórzliwy krasnolud, mający smykałkę do inżynierii, ale przy tym niebywały maminsynek. Jeromir, kapitan całej zgrai i arystokrata w jednym, szczerze mówiąc najmniej go polubiłam, bo i Jarek nie dawał się ani trochę polubić, gburowata postawa i patrzenie na wszystkich z góry z pewnością nie budzi sympatii... Dranisz, troll, rębajło, zakochany w Mili, a przy tym tak cudowny, tak troskliwy, tak czuły bohater, że wręcz pałałam do niego żywą miłością, strasznie mu kibicuję! Na początku miałam, co do niego wątpliwości, ale potem okazał się bohaterem, którego mogłabym przytulić do serca, nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będzie mi dane polubić trolla! Mamy jeszcze w ekipie elfa, medyka, Daezael, który nie jest standardowym przedstawicielem swojej rasy - utracił wiarę w piękno, a przy tym ciągle popada w stany depresyjne i nie szczędzi uszczypliwości pozostałym bohaterom, zwłaszcza krasnoludowi, który przez większą część powieści jest, nie bez powodu, obiektem żartów całej ferajny. Została jeszcze Tisa, wojowniczka, ochroniarz Jeromira, nieszczęśliwie zakochana, jej zachowanie niejednokrotnie wprawiało mnie w osłupienie, Tisa nie należy do kobiet, które dałyby sobie w kaszę dmuchać, a mimo wszystko daje sobą pomiatać, strasznie jej współczułam, a z drugiej strony irytowałam się jej postawą... Bohaterów, którzy razem podróżują i przeżywają, co rusz to nowe przygody łatwo jest poznać i polubić, ich charaktery, które tak diametralnie się różnią się, sprawiają, że nie sposób oderwać się od powieści, byle tylko doczekać kolejnego zabawnego dialogu. Bo, co jak, co, ale to właśnie dialogi są najmocniejszą stroną powieści - zabawne, czasem lekko uszczypliwe, innym razem trącające o filozofowanie... Jest ich cała gama, a żaden z nich nie jest ani trochę sztuczny. Do tego dochodzi jeszcze narratorka pierwszoosobowa, czyli Mila, która całkiem dobrze poradziła sobie w tej roli, jej perspektywa z pewnością daje świetny ogląd na świat przedstawiony i bohaterów, jest również całkiem sympatycznie prowadzona, bo i styl Rudej należy do tych lekkich, więc po słowach płynie się szybko. 

Jednak mam kilka zastrzeżeń, pierwszym są błędy, które pojawiły się w powieści - pozjadane litery, przecinki/kropki np. w środku słowa, wielkie litery w nieodpowiednich miejscach... Ogólnie korekta się miejscami nie popisała. Aleksandra Ruda całkiem sprawnie pokazała świat przedstawiony, mamy kraj z władzą centralną, ale podzielony na dominia, w których rządzą zależni od królewskiej władzy arystokraci. Mamy rasy rozumne, mamy ich sojusz, mamy też większego i mniejszego kalibru pomroku typu wilkołaki i inne straszydła, o ile świat przedstawiony jeszcze ujdzie, to fabuła kuleje. Mamy tutaj jej szczątkowy zarys, misję, którą muszą wykonać królewscy posłańcy, ale z drugiej strony książka kończy się w momencie, w którym właściwie żadnej z wątków nie został zamknięty. Jakby zatrzymała się w połowie. Zdaję sobie sprawę, że to pierwsza część trylogii, ale mimo wszystko liczyłam, że dostanę chociaż częściowo zamkniętą całość... Niestety, ale pod tym względem nie mogę pochwalić Rudej, zwyczajnie jej historia, chociaż zabawna i lekka, potrafiąca umilić czas, była zlepkiem mniej lub bardziej ze sobą powiązanych scenek, do których uśmiechałam się często, ale jako zwarta całość nie mają, aż takiego sensu. Po zamknięciu książki zdecydowanie czułam niedosyt. 

W książce mamy również dwa wątki miłosne, które wysuwają się na pierwszy plan, nie są one jednak nachalne, a wręcz powiedziałabym, że jeden z nich jest całkiem uroczy. Z pewnością są idealnym motywem do żartów, co świetnie udowadnia na stronach powieści Ruda. Jako, jak wiecie, antyfanka tego typu zażyłości w książkach, czułam się usatysfakcjonowała, że autorka nie pokusiła się o stworzenie telenoweli. 

Wiecie, co jest najdziwniejsze? Niby marudziłam srogo na fabułę, ale jednak chciałabym dostać  w swoje rączki jak najszybciej Sztylet zaręczynowy, czyli kolejny tom przygód Mili i jej ferajny. Zwyczajnie miło spędziłam czas z tą książką, nie potrzebowałam przy niej angażowania szarych komórek, pozwoliłam sobie na chichranie do kolejnego przewijającego się dialogu, mam nadzieję, że w następnym tomie poziom humoru zostanie utrzymany!   

Autor: Aleksandra Ruda
Wydawnictwo Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 370







Za książkę dziękuję wydawnictwu 



Niech Book będzie z Wami, 
Matylda


Dzisiaj wiosenny klimat na Leonie i moje propozycje dla Was na każdy z miesięcy wiosny... Książki już przeze mnie czytane, lubiane, a które... cóż, raczej do typowych nie należą. Mam dla Was cztery zupełnie różniące się od siebie pozycje. 

W marcu jak w garncu? W marcu polecam książkę, która jako jedyna w zestawieniu została wydana w 2017 roku, a którą przeczytałam dość niedawno – recenzja pojawi się na dniach. Jest to pozycja, która nie pokazuje łatwych rozwiązań, ale zmusza do przemyśleń czy aby przypadkiem problemy w niej ukazane nie dotyczą też nas, pomaga w znalezieniu własnych dróg na pokonanie przeciwności losu i nas samych... Billmarkowie posługując się własnymi doświadczeniami, pokazują w jaki sposób wyglądało ich życie i jak próbowali na nie wpływać, by czuć się z samym sobie dobrze.

Tytuł: Naucz się żyć
Autor: Mats i Susan Billmark
Wydawnictwo Otwarte
Oprawa: Miękka
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 264
Jak często czujesz, że życie przecieka ci przez palce,
że zbyt często towarzyszy ci lęk i stres?
Czasem w codziennym pędzie niepostrzeżenie tracimy radość, jaką dają nam proste, ale ważne rzeczy. Próbując sprostać oczekiwaniom innych, tłumimy uczucia i gubimy samych siebie.

Mats i Susan Billmark napisali ten poradnik na podstawie własnych doświadczeń. Odwołując się do przebytych terapii, swoich rozmów i obserwacji bliskich, podpowiadają między innymi:
• jak zaakceptować siebie,
• jak szukać w życiu celów i pasji,
• jak pozbyć się niepokoju o przyszłość.
W ten sposób nauczyli świadomego życia już blisko pół miliona Szwedów.
Poznaj skandynawski sposób na szczęście i naucz się żyć na nowo.

Kwiecień plecień, bo przeplata: trochę zimy, trochę lata... Na kwietniową lekturę wybrałam Neponset Osieckiej. Myślę, że jedni z Was mogą ją pokochać, inni wręcz przeciwnie. Jest to dość specyficzna powieść, nie jest łatwa w odbiorze, jest raczej dość przygnębiająca, ale jak najbardziej warta poznania. Nie jest to czytadło, więc jeśli szukacie prozy, która jest ponadczasowa, która porusza i skłania do przemyśleń, to jak najbardziej polecam Osiecką. 


Tytuł: Neponset
Autor: Agnieszka Osiecka
Wydawnictwo Wydawnictwo Prószyński i S-Ka
Rok wydania: 2016

Dotąd niepublikowana, napisana na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, powieść Agnieszki Osieckiej. Jak zawsze osobista, jak nigdy aktualna. Jakby celowo miała się ukazać właśnie dziś.

Fascynująca podróż śladami nieprzystosowanej do życia, antysystemowej, anarchicznej, a przede wszystkim żywiołowej (rzecznej, dorzecznej i niedorzecznej) bohaterki.

Marta mieszka w Cambridge w USA, realizuje się w pracy, nauce, poznaje ciekawych ludzi, sporo czasu spędza też nad rzeką, którą uwielbia. Z pozoru uosabia współczesną studentkę. Jednak nie – jest żebraczką i pamiętnikarką, która wyobraźnią tworzy własną ziemię niczyją, cokolwiek nierealną. Okalające Boston Rzeka Karola oraz tytułowa rzeka Neponset to naturalne granice jej osobliwego rezerwatu. To tu bohaterka Osieckiej nabawi się tej choroby, która potem naznaczy Elżbietę z „Białej bluzki”.

Marta kocha i nie jest kochana. Każdego dnia świat bombarduje ją wrażeniami i omamami, daje się jej we znaki. A ona – pozbawiona dystansu – grzęźnie, spala się, zatraca.

Chłodny maj, dobry urodzaj. Lubię wiersze Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, w kilku wersach potrafiła oddać magię miłości, jej braku, umiała przelać smutek i radość. Jest idealna na majówkę, na bujanie w obłokach... Nie są to trudne w odbiorze wiersze, jednak należy dać im szansę, by mogły zawładnąć naszą wyobraźnią, kiedy to zrobimy możemy usłyszeć nietuzinkowe historie... Lepsze niż w dziesiątkach romansów. 


Tytuł: Wiersze
Autor: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Wydawnictwo C&t
Oprawa: Twarda

Wybór wierszy będących kwintesencją dorobku poetki, zbiorem najbardziej znanych erotyków, dzięki którym autorka na zawsze znalazła się w gronie poetów nieśmiertelnych. Pozostawione przez nią utwory do dziś urzekają niepowtarzalnym klimatem.

Czerwiec daje dni gorące, kosa brzęczy już na łące. Llosa, chyba znacie tego Noblistę, prawda? Ja go kojarzę z kilku książek, ale chyba najbardziej zapamiętałam tę ostatnio czytaną, czyli Ciotkę Julię i skrybę. Jest to powieść zahaczająca o wątki autobiograficze, Llosa nie próbuje się wybielić, jest wobec siebie krytyczny. Trzeba zaznaczyć, że jest to raczej historia nie na upalne czerwcowe dni, kiedy chcemy odpocząć, należy po nią raczej sięgnąć w chwilach, w których potrzebujemy ułamka intelektualnego wysiłku. 

Tytuł: Ciotka Julia i skryba
Autor: Mario Vargas Llosa
Wydawnictwo Znak
Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 388

O takim skandalu nikt jeszcze w rodzinie Maria nie słyszał. Młody, niedoświadczony student dziennikarstwa zakochuje się nie dość, że we własnej ciotce, to jeszcze starszej o kilka lat rozwódce. Julia jest piękna, dojrzała i choć szuka dla siebie bardziej odpowiedniego kandydata na męża, traci głowę dla młodziutkiego chłopca. Kolejne odsłony zakazanego romansu przeplatane są odcinkami opowieści radiowych, które zawsze kończą się w najciekawszym momencie.

Ciotka Julia i skryba to majstersztyk nurtu „lekkiego”, wirtuozerski popis autoironii, a zarazem perfekcyjny komentarz do popkultury i jej recepcji. Kiedy powieść ukazała się po raz pierwszy, wzbudziła sporo kontrowersji, do czego niewątpliwie przyczyniły się wyraźne aluzje autobiograficzne Vargasa Llosy. Kilka lat później uwieczniona na jej kartach pierwsza żona autora, udręczona prasową nagonką, wydała tekst Czego Varguitas nie powiedział, w którym przedstawiła własną wizję wydarzeń.

Niech Book będzie z Wami, 
Matylda


Nie wiem, jak Wy, ale ja często noszę się  myślą, że niezwykłą przyjemność sprawiłoby mi nawiązanie chociaż krótkiego kontaktu z moim ulubionym pisarzem. W tym tygodniu, każdego dnia, będę pisać do innego autora! Jeśli nie znajdę kontaktu z nim w sieci, to cóż, napiszę do wydawnictwa? Jednak na goodreads autory często mają swoje profile, więc je również wykorzystam... 

Oto lista siedmiu
1. Brandon Sanderson
2. Ken Liu
3. Scott Lynch
4. Olga Gromyko
5. Neil Gaiman
6. Kara Cooney
7. Aleksandra Ruda


Niech Book będzie z Wami,
Matylda