Jest mi ogromnie miło, że jakoś trafiłeś na Leona. Jestem studentką kognitywistyki, pasjonatką książek i cappuccino. Może masz ochotę pozwiedzać Leona? Śmiało! Zapraszam! Z racji tego, że lubię zwiedzać blogosferę, proszę Cię o zostawienie linku do Twego zakątka internetu, o ile takowy posiadasz, w komentarzu :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ken Liu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ken Liu. Pokaż wszystkie posty


Sięgając po Ścianę Burz, byłam pełna obaw – Królowie Dary okazali się powieścią sinusoidą, która raz podobała mi się bardziej, a raz mniej, Ściana Burz nie cierpi na ten defekt – jej poziom stale rośnie i nie ma w niej słabych momentów. Zdecydowanie drugi tom serii Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu jest o wiele bardziej dopracowany i jeszcze bardziej epicki od swojego poprzednika, jest również zupełnie od niego różny. Nie ma tutaj walki dwóch dawnych przyjaciół, nie ma tutaj obalenia złego władcy, który przez lata ciemiężył podbitą ludność. Jest za to odrobina lat spokoju pod panowaniem nowego cesarza, który próbuje wprowadzać nowe reformy, ale dawni królowie, teraz stanowiący arystokrację jego cesarstwa nie patrzą na jego poczynania łagodnym okiem. Jest odrobina sagi rodzinnej: obserwujemy rozwój dzieci cesarza, ich słabości, ich psoty, aż wreszcie ich dorosłość. Jest Kuni, który chociaż przywdział nowe imię i stał się cesarzem Dary – wciąż zachował dobre serce i ma niecodzienne wręcz zaufanie dla swych dawnych towarzyszy. Próbuje zaprowadzić ład w podzielonym społeczeństwie, jednak nie jest to łatwe zadanie, chociaż jego prawa są dobre, to osoby posiadające odpowiednie środki i tak potrafią je obejść. Oprócz tego musi mierzyć się z walkami o sukcesje na swoim dworze, cesarzowa Jia optuje za swoim synem, konsorta Risana za swoim, który z chłopców będzie godnym następcą ojca? Timu – wiecznie głodny wiedzy książę, czy może Phyro – gotowy stać się drugim hegemonem. Jeden to mędrzec, drugi wojownik, którego bardziej będzie potrzebować Dara? Państwo powoli pogrąża się w chaosie, delikatny pokój wypracowany przez Kuniego i jego ludzi przestaje istnieć – ludzie buntują się przeciwko nowemu cesarzowi, ale... To nie będzie jedyne zmartwienie władcy, musi zmierzyć się z nowym wrogiem – przybyszu znikąd, o potędze widocznej gołym okiem – gotowej zmiażdżyć imperium Kuniego, który będzie musiał zapomnieć o intrygach, o niesprzyjających mu frakcjach, będzie musiał walczyć o swój lud... Bo nowy wróg nie zamierza łagodnie traktować mieszkańców Dary...

W książce Kena Liu najbardziej podobały mi się pałacowe intrygi, w których prym wiodła cesarzowa Jia, władza ją odmieniła, na gorsze? Trudno powiedzieć, kibicowałam Jii w poprzedniej części, w tej również trzymałam kciuki za to, by jej rozgrywki powiodły się. Risana była dla mnie zbyt delikatna, może nieco głupiutka, szczerze mówiąc, nie wiem, co w niej dostrzegał Kuni, jednak zdecydowanie jej obecność u boku cesarza mi nie odpowiadała. Początkowo mogłoby się wydawać, że dzieci Kuniego będą ze sobą rywalizować w otwartej walce, takie miałam wrażenie po notce wydawniczej, jednak było zupełnie inaczej. Dzieci Kuniego knuły, ale z pewnością nie przeciwko sobie, razem psocili i nastręczali zmartwień dorosłych, bardzo polubiłam cesarskie dzieci i ich młodzieńcze przygody. Thera, córka Kuniego, również skradła moje serce, jej odwaga, mądrość i dążenie do upragnionego celu sprawiły, że nie sposób było jej nie lubić. To właśnie tę dziewczynę polubiłam z całej czwórki potomków cesarza. Liu nie ogranicza się do miłość damko-męskiej, pokazuje różne jej rodzaje - dziecka do rodzica, rodzica do dziecka, władcy do kraju, mężczyzny do mężczyzny, kobiet do kobiety, oddanego sługi do pana, te różne rodzaje miłości, sprawiają, że ta książka ma w sobie coś wyjątkowego, coś, co nie tylko skusi fanów epickich bitew, ale też osób potrzebujących romantyzmu w powieściach. Miłość nie jest na pierwszym planie, nie jest nachalna, jednak jej obecność dodaje wyjątkowe smaczku.  

W tej części nie zabrakło również opisów bitew, które, cóż, Liu doskonale tworzy, jego język wydaje mi się, że nabrał barwy, stał się płynniejszy, bardziej dopasowany do tego, co działo się w powieści. Po tekście się wręcz płynęło. Plusem historii są również jej bohaterowie, którzy na początku sprawiali mi nieco problemów, dawno czytałam pierwszą części historii Dary i niektóre postacie były dla mnie ogromnie kłopotliwe - nie pamiętałam, jakie były w Królach Dary, nie pamiętałam, co nimi kierowało, a Liu nie zawsze wracał do tamtej opowieści. Jednak im dalej w las, tym lepiej. Liu potrafi kreować barwne postaci, z którymi czytelnik może się zżyć, każda z nich posiada odmienny charakter, inne talenty, coś wyróżniającego. Ken Liu raczy nam całkiem sporą gromadą bohaterów, ale nie łudźcie się, że wszyscy z nich dożyją do ostatnich akapitów - jest krwawo i niebezpiecznie, a akcja z rozdziału na rozdział coraz mocniej się zazębia i nabiera tempa, co stanowi kolejny plus książki. Z nią nie idzie się nudzić, przeczytałam ją w ciągu dwóch dni, a przecież nie jest krótką lekturą... Nie mogłam się oderwać od Ściany Burz, jej zagadki, jej tajemnice, a zwłaszcza legendy i podania z Królestw Dary skradły moje serce, a delikatne elementy fantastyczne budowały atmosferę, dodawały klimatu opowieści. 

Polecam Wam tę historię, jeśli pierwszy tom Was tak jak mnie nie do końca przekonał, dajcie szansę Ścianie Burz, a nie będziecie żałować, ta wielowątkowa książka potrafi złapać czytelnika w sidła i nie puszczać go z nich przez długi czas. Klimat orientu, walka o władzę, bunty, zdrady, miłość, wielka wojna, pałacowe intrygi - to i o wiele więcej znajdziecie w tej powieści! Nic tylko czytać.



Za możliwość przeżycia epickiej przygody dziękuję wydawnictwu: 



Tytuł: Ściana Burz
Autor: Ken Liu
Wydawnictwo Sine Qua Non
Seria Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 768




Nigdy nie uważaj się za lepszego od innych. To cecha człowieka o prawdziwie otwartym umyśle.


Kiedy Królowie Dary pojawili się w polskich księgarniach, w blogosferze książkowej nie sposób było znaleźć miejsca, w którym Ken Liu i jego dzieło nie byliby chwaleni. Jak to mam ostatnio w zwyczaju przeczekałam pierwszą nawałnicę pozytywnych recenzji, a teraz szukając choćby cienia negatywnych słów na temat Królów Dary, nie mogłam znaleźć czegoś, co działałoby na niekorzyść tej książki... Skusiłam się, przeczytałam i jestem całkiem zadowolona z lektury, ale nie jest to powieść pozbawiona wad, wręcz przeciwnie, jednak trzeba przyznać, że lepszych momentów było odrobinę więcej od tych złych. 

Rodzice Kuniego Garu planowali dla niego świetlaną przyszłość, wydając niemal ostatnie grosze, wysłali chłopaka do najlepszego z możliwych nauczycieli w Zudi. Jednak Kuni chociaż bystry i posiadający niebywałe zdolności umysłowe, ze względu na swoje czasem karygodne zachowanie, nie zabawił długo w szkole. Kuni Garu wszedł na drogę złodziejaszka, który w żadnym miejscu nie potrafi zbyt długo zabawić. Od razu można było w nim dostrzec cechy Robin Hooda, chociaż Kuni nie zawsze robił wszystko ze szlachetnych pobudek, to jednak ludziom będących w gorszej sytuacji od niego, potrafił pomóc. Miałam wrażenie, że ten bohater nie chce w ogóle uchodzić za kogoś, kto został obdarzony dobrym serce, wręcz przeciwnie, próbował zgrywać raczej postać obojętną, dopiero wraz z rozwojem powieści zaczął przyzwyczajać się do roli, której widzą w nim wszyscy inni. Kuni przez większą część powieści polegał na swoim intelekcie i świetnej umiejętności blefowania, nie okazał się niezwykłym strategiem, to ludzie, których przyjaźń potrafił sobie zaskarbić okazywali się często grać pierwsze skrzypce, on im to zwyczajnie umożliwiał. Kuni miał swoje wzloty i upadki, nie był postacią, którą mogłabym jednoznacznie uznać za złą czy dobrą... Jednak cokolwiek, by się nie działo, wiedziałam, że Garu czy to za sprawą przyjaciół, czy rodziny, czy własnych umiejętności wyjdzie z tarapatów obronną ręką, niestety jeśli chodzi o kłopoty, to zazwyczaj Kuni radził sobie z nimi znakomicie. To sprawiało, że powieść w pewnych momentach stawała się przewidywalna, wiedziałam, że autor tak pokieruje akcją, by Kuniemu nie stała się żadna krzywda. To jeden z tych mankamentów, o których wspominałam już na początku. Ta przewidywalność zabijała we mnie radość z lektury...

Po przeciwnej stronie barykady staje Mata Zyndu, chłopak przewyższający wszystkich znanych sobie ludzi, wyglądem przypomina mitycznych herosów, wysoki, barczysty i pełen chęci zemsty na zabójcach swojej rodziny. Członek szlachetnego rodu wojowników, wychowywany przez wuja, który wpoił mu wielkie ideały klanu Zyndu. Mata to przeciwieństwo Kuniego, to prosty chłopak, który kieruje się niemal wyłącznie swoją nadnaturalną wręcz siłą, nie zważając na to jaki chaos, zapanuje wokół przez jego działania. Nie ma smykałki do polityki, kieruje się zasadą twardej ręki. Jednak mimo czasem tragicznych w skutkach i dość makabrycznych decyzji, Matę da się lubić właśnie przez jego prostotę bytu i wielkie ideały, które nigdy go nie opuszczają. To taki szlachetny rycerz rodem ze średniowiecza.

Obu bohaterów połączył jeden cel: upadek imperium Xany, której władca ciemięży podbite ludy, niemal każdy mieszkaniec Imperium stracił kogoś przy tworzeniu misternych i często zupełnie niepotrzebnych budowli ku chwale tyrana. Rebelia to kwestia czasu... Kuni Garu i Mata Zyndu stają się jej symbolami, jednak w miarę rozwoju akcji powstają między nimi kolejne spięcia, które ostatecznie doprowadzają do otwartego konfliktu... Kto ma w nim racje? Po czyjej stronie staną ludzie?

Ken Liu wprowadził na scenę wielu bohaterów, ale potrafił nimi w taki sposób kierować, że czytelnik jest w stanie sobie ich odpowiednio wyobrazić. Nie było tutaj postaci płytkich czy bezsensownych, chociaż co prawda miałam czasem wrażenie zagubienia, kiedy zmieniały się poszczególne sceny, a między niektórymi mijały lata, to mimo wszystko nie mogę na to specjalnie narzekać. Klimat też był wprost stworzony dla mnie, dało się wyczuć w Królach Dary inspiracje orientem i kulturą chińską... Jednak styl autora pozostawiał w wielu miejscach odrobinę zbyt sztywny, pomijający czasem bardziej ekscytujących fragmenty, jednak wielkim plusem narracji Liu jest to, że nie ocenia bohaterów i ich postępowania. Często za to bywa odrobinę ironiczny.

Co mnie w tej książce nie ujęło? Najbardziej odbiór psuła mi przewidywalność kolejnych wątków, wiedziałam, w którą stronę podąży rebelia,  wiedziałam, co zmieni się w życiu Kuniego Garu i jego kompanów... W pewnych momentach książka robiła się też dość nudna, na początku trudno było mi pozwolić się wciągnąć, aż wreszcie nie mogłam się od niej oderwać, by potem znowu czytać w wielkich bólach. Jednak najbardziej wpłynęły na mnie absurdalności choćby pływanie na wielkich rybach... Cóż, to zdecydowanie nie działało na korzyść książki, jednak takie momenty nie zdarzały się dość często.

Ogólnie polecam tę książkę, jeśli lubicie posmakować odrobiny orientu, nie jest to lektura porywająca, jest to powieść raczej średnia, ale ma w sobie przebłyski genialnej.    

Królowie Dary Ken Liu
Cykl: Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu (tom 1)
Wydawnictwo: Sine Qua Non
tytuł oryginału: The Grace of Kings
data wydania: 27 kwietnia 2016
ISBN: 9788379245185
liczba stron: 592





Niech Book będzie z Wami, 
Matylda