Jest mi ogromnie miło, że jakoś trafiłeś na Leona. Jestem studentką kognitywistyki, pasjonatką książek i cappuccino. Może masz ochotę pozwiedzać Leona? Śmiało! Zapraszam! Z racji tego, że lubię zwiedzać blogosferę, proszę Cię o zostawienie linku do Twego zakątka internetu, o ile takowy posiadasz, w komentarzu :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rainbow Rowell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rainbow Rowell. Pokaż wszystkie posty




Moja recenzyjna wena czmychnęła, gdzie pieprz rośnie, chwilę po tym jak skończyłam czytać Fangirl Rainbnow Rowell. Miałam wówczas pustkę w głowie. Kompletny brak jakichkolwiek myśli na temat powieści, żadnych pozytywnych, żadnych negatywnych, nic, co znaczyło jedno... To była średnia lektura. Szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś bardziej: zabawnego, inspirującego i wciągającego. Ta książka jest przeciętna i gdyby nie główny i tytułowy wątek, który w literaturze występuje w śladowych ilościach (ja go nie spotkałam), to uznałabym ją pewnie po prostu za mizerną. 

Cath chwyciła za klucz, ale nie otworzyła drzwi. Nie pisała się na coś takiego. I tak już dziś przedawkowała "nowe" oraz "innych". Teraz chciała tylko zwinąć się w kłębek na swoim obcym, skrzypiącym łóżku i pochłonąć trzy batoniki proteinowe. 

Cath to pierwszoroczna studentka, która ku swemu przerażaniu musi wreszcie wyfrunąć z rodzinnego gniazdka, ale w poznawaniu nieznanych zakątków świata tym razem nie towarzyszy jej bliźniaczka Wren. Obie dziewczyny są fankami książek o Simonie Snow. Razem nawet tworzyły o nim fan ficition, ale poza wspólnym hobby różni je niemal wszystko, od wyglądu (Cath ubiera się, by zakryć swe walory, Wren, by je wyeksponować) po charakter. Ta druga jest pełna energii i chce korzystać ze studenckiego życia, a Cath... wolałaby zaszyć się w czterech ścianach i nigdy z nich nie wychodzić. Jednak przewrotny los do dzielenia pokoju przeznacza jej Reagan, która jest wyszczekana, ale i o wiele bardziej doświadczona, a co gorsza ma chłopaka/niechłopaka, Cath zupełnie nie wie, jakie relacje wiążą tych dwojga. Wszystko się komplikuje... A zaraz, nic się jakoś szczególnie nie komplikuje. Powieść jest jednostajna. Bez zwrotów akcji. Bez wzruszeń. Bez napadów śmiechu czytelnika. Przez większą część historii nie dzieje się nic wartego uwagi, ot główna bohatera jest kompletnie pozbawiona życia towarzyskiego, wprowadza się do akademika, nikogo nie zna i nikogo nie chce poznać. Jest niewinna, jest uprzedzona do chłopaków, jest dość ładna, jest inteligenta, jej twórczość jest popularna w internecie, czasem potrafi dociąć i się odciąć. Ludzie z całego świata czytają jej wersję losów głównych bohaterów książek o Simonie Snow fikcyjnej autorki... Mam wrażenie, że Rowell przy stworzeniu ulubionej powieści Cath inspirowała się twórczością Rowling, a mianowicie Harrym Potterem. Uważam to za plus, może historia Simona to fanfik przygód młodego czarodzieja? Kto wie! Ale myślę, że to ciekawa koncepcja. Wracając jednak do meritum, Cath, wiedzie szare i spokojne życie, jest jej z nim dobrze, nie dziwię się, też lubię ciszę i spokój, ale nie lubię czytać o dziewczynie, która całe dnie spędza przed komputerem, pisząc. Mogłabym się pogodzić z tym, jeśli w powieści działoby się coś innego, ale nie, niestety, wszystko wydawało mi się takie ospałe, a nawet nużące. Wyskoki siostry głównej bohaterki i pisanie przez Cath tekstów w bibliotece, jej relacje z chłopakami i z ojcem, historia tego ostatniego, nie były dla mnie dostatecznie ciekawe... Od młodzieżówek oczekuję albo akcji albo wzruszeń, albo świetnie poprowadzonej fabuły, tutaj dostałam jedynie promile z poszczególnych pragnień. A przede wszystkim szukam w nich jakiejś tematyki, jedna powieść gloryfikuje siłę przyjaźni, inna mówi o słodkiej miłości, jeszcze inna prawi o rodzinnych więziach, książka Rowell opowiada o tym wszystkim, ale wątki nie zostały odpowiednio wykreowane, w każdym czegoś brakowało, by uznać go za wiarygodny. Fangirl to zlepek gorszych i lepszych pomysłów, które razem nie wyglądają dobrze i w ogólnym rozrachunku zlepek się rozpada. Jedynie relacja bliźniaczek w moim mniemaniu została świetnie wykreowana, są blisko ze sobą, a trudne chwile to czas, by się jednoczyły.


Spójrz na siebie. Ogarniasz świat, niczego się nie boisz. Ja za to boję się wszystkiego. I jestem szurnięta. Może nawet myślisz że jestem szurnięta tylko odrobinę, ale to dlatego, że pokazuję ludziom zaledwie wierzchołek góry lodowej mojego szurnięcia. Pod powierzchnią lekkiego szurnięcia i niedostosowania społecznego jestem całkowitą porażką.

Nie mogę Wam z czystym sumieniem odradzić tej powieści, musicie sami się przekonać, czy do Was ona przemawia. Będąc fangirl, nie do końca rozumiałam zachowania Cath, akceptuję, a nawet doceniam jej obsesję na punkcie Simona Snow, ale do całej reszty cech głównej bohaterki nie jestem przekonana. Ta postać była zbyt wycofana, a czasem nawet nadąsana, właśnie, nie pasowała mi jej przemożna myśl o tym, że była ponad wszystkimi. Może narrator nie sugerował tego wprost, ale w kilku momentach miałam wrażenie, że Cath stawia się w roli tej lepszej, a jednocześnie kryje się pod maską wiecznej nieudacznicy. Fangirl nie polecam osobom, które oczekują głębi w książce, tu jej nie ma, które szukają wątku ciągnącego fabułę, tu nie ma żadnych takich, jest po prostu powieść, bo jest. I właśnie ten czasownik najlepiej określa jej stan, nie wyróżnia się niczym, nie zapada w pamięć, żaden jej moment nie jest fascynujący. Ktoś może powiedzieć, że może to i dobrze, bo w sumie nic nie zgrzyta, wszystko trzyma się logicznej całości, a ja powiem, że nie do końca... Bo co to za frajda z czytania? Nie ma tu magii. Nie ma tu wyborów. Nie ma rozstaj dróg... Muszę przyznać, że trochę się na Rowell zawiodłam, Eleonora i Park sprawili mi wiele radości przy czytaniu, w Fangirl jedynie momenty o Simonie Snow poprawiały mi humor. 

Niech Book będzie z Wami, 
myśląca, że wyjdzie jej krótka opinia  i pozdrawiająca Li
Matylda.

źródło: tu, tu, tu


Szczerze powiedziawszy, troszkę żałuję, że nie sięgnęłam po ten tytuł wcześniej, niestety cierpię na przypadłość unikania tego wszystkiego, co popularne i pojawiające się wszędzie, a z książką pani Rainbow Rowell właśnie tak było. Gdzie nie spojrzałam widziałam jej okładkę, gdzie nie weszłam, ktoś o niej wspominał, męczyło mnie to ciągłe wpadanie na nią. Wystrzegałam się jej jak ognia, ale koniec końców sięgnęłam po tę książkę i powiem Wam, że nie był to czas ani trochę stracony. Nie czytam zbyt często literatury młodzieżowej, nastolatki w rolach głównych zawsze średnio mnie interesowały, po prostu — nie wierzę w szczere uczucie w tak młodym wieku, na dodatek te wszystkie powieści wydają się być schematyczne i do bólu przewidywalne. Chociaż w „Eleonorze i Parku” było podobnie, to jednak inaczej… Szeroko szczerzyłam się niemal do każdego dialogu dwójki głównych bohaterów, podobał mi się klimat powieści — lekki, a momentami strasznie dramatyczny, chociaż wiedziałam miej więcej, co zaraz wydarzy się na łamach powieści, nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się lekturą, o, dziwo, nawet specjalnie jej nie analizowałam. Uwierzyłam słowom Rainbow, wsiąknęłam w przygody dwójki młodych ludzi. Nie byli płytcy, jak to się często zdarza w takich utworach, nie byli denerwujący, ale… uroczy. Oboje. Eleonora chociaż sarkastyczna i miejscami chłopięca, nie była w moim mniemaniu wredna, a Park to nie ciepłe kluchy.


Ekhem... Jakby ktoś chciał więcej gifów z Ji Chang Wookiem to wiecie, gdzie mnie znaleźć, ale nie mówcie mojemu chłopakowi. 

Może do pozytywnego nastawienia do powieści przyczyniła się moja dawna sympatia do Koreańczyków? Może to wszystko dlatego, że wyobrażałam sobie Parka jako tego Pana na górze (to nic, że Ji Chang Wook ma dwadzieścia osiem lat).

A sama powieść przypominała mi trochę jedną z koreańskich dram, naprawdę miała z nią wiele wspólnego! Flower Boy Next Door, tak, zdecydowanie mi się z nim właśnie Eleonora i Park skojarzyli, dlaczego? Bo tutaj też mamy dziewczynę, która unika wszystkich, jak tylko może, ale ostatecznie jej się to nie udaje, podgląda chłopaka (Eleonora zagląda przez ramię na komiksy Parka), no i mamy tam twórcę komiksów, wiem, wiem, u Rainbow nie było twórcy, ale komiksy tak…

To była najmilsza rzecz jaką mogła sobie wyobrazić.
To sprawiło, że chciała urodzić jego dzieci i oddać mu obie swoje nerki.

Eleonora i Park są jak ogień i woda — dziewczyna wyróżnia się nawet ubiorem, chłopak wolałby pozostać niezauważony, zaszyć się gdzieś i przeczekać wszelkie zainteresowanie swoją osobą. Ona pochodzi z rozbitej rodziny, w której największym rarytasem bywa papier we wzorki, a szamponu tam nie uraczysz, łazienka jest częścią kuchni, nie ma do niej drzwi, a zasłonkę ktoś zerwał. On ma pełną i czułą rodzinę, domek jak z obrazka i wymagającego, lecz kochającego ojca zamiast ojczyma, który całymi dniami zapija się w barze i wyżywa się na żonie… Eleonora ma rude włosy, Park nigdy wcześniej nie widział tak ognistego koloru. Lubiłam czytać o rodzącym się pomiędzy nimi uczuciu, poznawać ich myśli. Podobała mi się konstrukcja rozdziałów, skakanie z jeden perspektywy do drugiej.

Muszę przyznać, że czar prysnął około strony dwusetnej. Zamiast czytać z wypiekami na policzkach o pierwszej miłości dwójki ludzi, ostatnie strony męczyłam, wydawało mi się, że pani Rowell za szybko chciała opowiedzieć całą historię... Tekst miejscami gnał tak szybko, że nie zauważyłam, co się właściwie stało. Już pod koniec wydawało mi się, że świat Eleonory i Parka jest mało rozbudowany, właściwie autorka nie daje nam możliwości go poznać - są komiksy, jest muzyka, są dwa różniące się od siebie pod każdym względem domy, ale poza tym nie widzę w tej historii jakiegoś tła. Największy mam jednak zarzut do urwanego wątku pod koniec, mimo wszystko chciałabym się czegoś o nim więcej dowiedzieć,jednak i tak zakończenie historii oceniam na plus.

Polecam tę opowieść, bo warto ją poznać, na pewno jest lekturą idealną na lato, albo smutne wieczory - poprawi zły humor, doda otuchy i pozwoli uwierzyć, że mimo wszystko istnieją na świecie dobrze wychowani ludzie o wspaniałych sercach. 

Ps. Playlista, którą skompletowała sama autorka (pamiętajcie, że spotify jest zupełnie darmowy), a oto jej strona, na której to można było znaleźć ostatnio (w kwietniu...) informację o tym, że prawa do ekranizacji zarezerwował DreamWorks, więc możliwe, że Eleonora i Park trafią do kina. A tutaj znajduje się małe FAQ.  



Niestety post odnośnie "Drogi do Nagrody Hugo" musiał zostać przesunięty, bo jestem poza domem od niedzieli i nie mam czasu na taki research, jakbym chciała.  

Niech Book będzie z  Wami,
Matylda
drama to azjatycki serial, nic więcej, nic mniej. 
Źródła: strona autorki