
Wydanie na świat naszego pierwszego zdrowego dziecka zajęło mnie i Y. kilka lat, dlatego że nasze pierwsze dziecko zginęło na ołtarzu Kim Ir Sena. W każdym gospodarstwie domowym i w każdej przestrzeni publicznej na ścianie wisiał portret Kim Ir Sena. [...] Moja żona nabożnie czyściła portret każdego dnia rano. Czyściła go nawet w zaawansowanej ciąży i pewnego dnia, czyszcząc ten portret, spadła z krzesła i poroniła.
Spodziewałam się, że ta książka mną wstrząśnie, ale nie myślałam, że aż tak. Na początku zaznaczałam w niej fragmenty, które nie mieściły mi się w głowie, ale potem zaprzestałam, było ich zbyt wiele, musiałabym zaznaczyć całą książkę. Czytałam sporo pozycji odnoszących się do życia w Korei Północnej, oglądałam kilka reportaży i wystąpień na TEDzie, mimo mojej... znajomości tematu? Chyba można to tak określić. To nigdy nie jestem gotowa na spotkanie z makabrycznymi opowieściami wprost z naszego świata, wprost z rzeczywistości, to co się dzieje w Korei Północnej przechodzi moje pojęcie. Ludzie przeżywają horror na ziemi.

Niewiarygodne wypadki kanibalizmu były zbyt liczne, by wszystkie je wymieniać, ale wszystkie łączyło jedno ludzie dopuszczali się tych niesłychanych czynów, kiedy byli zagłodzeni na śmierć.
Opowieść z obozów do których trafił, a zwłaszcza obozu Numer 14 była dla mnie wstrząsem. To, co Kim Yong tam przeżył, bezsprzecznie można porównać do sytuacji więźniów niemieckich obozów zagłady. Racje żywnościowe wystarczały, by żyć, ale jednocześnie powoli doprowadzały do głodowej śmierci. Ludzie przypominali cienie. Widma. Czytając historię Kim Yonga, najgorsza była dla mnie myśl, że ten człowiek nic nie zrobił, nawet aresztowany, ba! nawet po wydarciu się z piekła Korei Północnej wierzył we wpojone mu ideały.
Nie płakałam przy tej książce, przez większość powieści była zła i zdziwiona zarazem do czego może doprowadzić pranie mózgu. Byłam zszokowana rozmiarem głodu, który pojawiał się w latach dziewięćdziesiątych w Korei. Choćby ten fragment o tym mówi: Późno w nocy bezdomni i sieroty powracali jednak na stację i wielu z nich umierało tam z zimna i wygłodzenia, stąd rytuałem się stało, iż o brzasku ciężarówka patrolowa zabiera stosy nieruchomych zwłok z podłogi poczekalni. Ta powieść bezsprzecznie mną wstrząsnęła, współczułam Kim Yongowi, współczułam koreańskiemu społeczeństwu, współczuję tym, którzy muszą mierzyć się z codziennością koreańskich obozów i tym, którzy daremnie próbują uciec z Korei... Kupiłam Długą drogę do domu w Świecie Książki, za całe 8,50, polecam Wam tę książkę, jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda piekło.
Ilość stron: 239
Wydawnictwo: Świat Książki
Niech Book będzie z Wami,
Matylda